Do treści strony
Szkoła

Dwa pasowania w jednym tygodniu, moja 1a i Mila

W środę pasowałam na uczniów swoją pierwszą klasę, w piątek siedziałam na widowni, kiedy pasowano Milę. Po dwudziestu latach w szkole pierwszy raz widziałam tę uroczystość z obu stron w ciągu trzech dni. Co dzieci z niej naprawdę zapamiętują i kiedy przygotowań jest za dużo.

Pisze Ewa, nauczycielka wczesnoszkolna, mama trójki dzieci 5 min czytania

Uczennica w białej bluzce siedzi w ławce

W środę o dziesiątej stałam z boku sali gimnastycznej i patrzyłam, jak dwadzieścioro jeden dzieci z mojej 1a wychodzi na środek. Trzymały się za ręce, bo tak ćwiczyliśmy, choć jeden chłopiec zgubił parę już przy drzwiach i doszedł sam. W piątek o siedemnastej siedziałam w trzecim rzędzie auli w szkole Mili, z Piotrem po nocnej zmianie obok i Kacprem, który obiecał nie patrzeć w telefon. Patrzył tylko trochę.

Dwa pasowania w trzy dni. Pierwszy raz w życiu. I pierwszy raz zobaczyłam, jak bardzo to, co dorośli uważają za ważne w tej uroczystości, różni się od tego, co pamiętają z niej dzieci.

Czym w ogóle jest pasowanie

Dla tych, którzy pierwszy raz mają pierwszoklasistę: pasowanie na ucznia to szkolna uroczystość, zwykle w październiku, po kilku tygodniach nauki. Dzieci składają ślubowanie, czyli wspólnie powtarzają krótki tekst o tym, że będą się starać, szanować kolegów i dbać o dobre imię szkoły. Potem dyrektor dotyka każdego dziecka po ramieniu dużym ołówkiem, a dziecko staje się „prawdziwym uczniem”. Do tego zwykle krótki występ, piosenka, wierszyk, czasem upominek.

To nie jest obowiązek wynikający z przepisów, tylko tradycja. Każda szkoła robi to po swojemu. W jednej uroczystość trwa pół godziny w klasie, w innej półtorej godziny w auli, z zaproszonymi gośćmi, nagłośnieniem i dekoracjami. Nowa podstawa programowa, z którą uczę w tym roku pierwszą klasę, niczego tu nie zmienia.

Moja 1a: pół godziny i jedna piosenka

U nas pasowanie było krótkie. Przygotowaliśmy jedną piosenkę i jeden wierszyk, który mówiła cała klasa naraz. Nie było solowych recytacji. Wiem, że wielu rodziców lubi zobaczyć swoje dziecko samo na środku, ale w październiku pierwszej klasy połowa dzieci jeszcze nie czuje się pewnie, kiedy wszyscy na nie patrzą. Dla nich solówka to nie zaszczyt, tylko stres na trzy tygodnie przed.

Próby mieliśmy dwie, po kwadransie, w ostatnim tygodniu. Wcześniej śpiewaliśmy piosenkę po prostu na zajęciach, jak każdą inną. Dzieci nie wiedziały, że „ćwiczą na występ”, dopóki nie zapytały, dlaczego śpiewamy ją tak często.

Ślubowanie wypowiadały za dyrektorką, zdanie po zdaniu. Nie uczyliśmy się go na pamięć. Pierwszoklasista, który ma powtórzyć z pamięci kilka zdań w sali pełnej dorosłych, myśli tylko o tym, żeby się nie pomylić. Pierwszoklasista, który powtarza za dorosłym, może zastanowić się, co mówi.

Na koniec każde dziecko dostało ode mnie kajecik. Zwykły zeszyt w trzy linie, z naklejką z imieniem na okładce. Nie dyplom, nie laminowaną kartę, nie medal. Zeszyt, w którym zapisze swoje pierwsze zdanie.

Mila: aula, birety i godzina na scenie

W szkole Mili pasowanie było większe. Aula, nagłośnienie, dekoracje z liści na scenie, przedstawienie, w którym każde dziecko miało swoją kwestię. Dzieci w biretach z kartonu, które wykonali rodzice w domu, według instrukcji przesłanej przez dziennik elektroniczny. Piotr robił biret dla Mili przez dwa wieczory i był z niego bardzo dumny. Mila też.

Nie piszę tego, żeby krytykować. Widziałam, ile pracy włożyła wychowawczyni Mili, i to było naprawdę piękne. Ale zobaczyłam też rzeczy, które znam z własnej sali. Chłopiec w pierwszym rzędzie przez całe przedstawienie szukał wzrokiem mamy i zapomniał swojej kwestii. Dziewczynka obok Mili zaczęła płakać, kiedy zgasło światło przed występem. Trzeba było zrobić przerwę.

Mila miała jedno zdanie do powiedzenia. Ćwiczyła je w domu przez dwa tygodnie, przy myciu zębów, przy kolacji, w samochodzie. Na scenie powiedziała je bardzo głośno i bardzo szybko, a potem spojrzała na nas, czy dobrze. Kacper pokazał jej kciuk w górę. To był chyba najlepszy moment wieczoru.

Kartki, ołówki i flamastry na szkolnej ławce

Co dzieci zapamiętują

Zapytałam moją klasę w czwartek, dzień po pasowaniu, co było najfajniejsze. Odpowiedzi:

  • że dyrektorka dotknęła ich ołówkiem „takim wielkim jak drzwi”,
  • że rodzice klaskali,
  • że dostali zeszyt z imieniem,
  • że był tort (był, upiekła go jedna z mam),
  • że jeden chłopiec kichnął w środku ślubowania i wszyscy się śmiali.

Nikt nie powiedział, że piosenka. Nikt nie wspomniał, co mówili w ślubowaniu. Mila, zapytana w sobotę rano, powiedziała: „że tata zrobił mi czapkę i że Kacper był”. O swoim zdaniu, które ćwiczyła dwa tygodnie, nawet nie wspomniała.

Dzieci zapamiętują ludzi i chwile. Ołówek na ramieniu, oklaski, to, kto przyszedł. Tekst, piosenka i dekoracje są dla dorosłych. Nie są zbędne, ale nie warto dla nich stresować siedmiolatka.

Jak przygotować pierwszoklasistę bez stresu

Kilka rzeczy, które sprawdzam u swoich uczniów i które robiłam w domu z Milą:

  • Opowiedz, jak to będzie wyglądać. Kto będzie na sali, gdzie usiądą rodzice, co zrobi dyrektor. Dziecko, które wie, co się wydarzy, mniej się boi.
  • Nie ćwicz kwestii do znudzenia. Kilka razy wystarczy. Jeśli dziecko zapomni na scenie, wychowawczyni podpowie. Zawsze podpowiadamy.
  • Powiedz, gdzie będziesz siedzieć. Dla wielu dzieci najważniejsze jest, żeby ze sceny zobaczyć mamę albo tatę. Pomachaj, kiedy wejdą.
  • Strój zwykły, odświętny, ale wygodny. Biała bluzka albo koszula, jeśli szkoła prosi. Nowe buty, które obcierają, zostaw na inną okazję.
  • Nie obiecuj nagrody za „ładny występ”. Pasowanie to nie egzamin. Dziecko, które coś pomyli, nie powinno wracać do domu z poczuciem, że zawiodło.

Pisałam we wrześniu o sygnałach z pierwszego tygodnia w szkole. Pasowanie to dobry moment, żeby na nie spojrzeć jeszcze raz. Jeśli dziecko na kilka dni przed uroczystością nie śpi, boli je brzuch albo płacze na samą myśl o występie, porozmawiaj z wychowawczynią. Zawsze da się coś zmienić: inne miejsce w szeregu, kwestię w parze zamiast solo.

Ile przygotowań to już za dużo

Moja granica jest prosta. Jeśli przygotowania do pasowania zabierają więcej czasu niż zwykłe zajęcia przez kilka tygodni, jeśli rodzice muszą kupować stroje albo spędzić kilka wieczorów na rekwizytach, jeśli dzieci uczą się na pamięć długich tekstów, to jest za dużo. Nie dlatego, że uroczystość będzie gorsza. Dlatego, że dzieci nie zapamiętają z niej więcej.

W październiku pierwszej klasy dzieci uczą się czytać, liczyć, siedzieć w ławce i prosić o pomoc. O tym ostatnim pisałam latem przy pierwszoklasiście od września. Każda godzina prób to godzina mniej na to, co naprawdę ważne w tym miesiącu.

Po obu stronach

W piątek wieczorem Mila zasnęła w birecie. Piotr próbował go zdjąć, ale obudziła się i powiedziała, że „uczniowie śpią w czapkach”. Zostawiliśmy.

Mój własny zeszyt z pasowania leży w szufladzie biurka w klasie. Na pierwszej stronie dwadzieścia jeden imion, każde napisane ręką dziecka, krzywo, dużymi literami. W czerwcu dam im go do przeczytania. Ciekawe, czy zapamiętają to bardziej niż ołówek.

Ewa z Gliwic

Od dwudziestu lat uczy w klasach 1-3, zaczynała w przedszkolu. Mieszka w Gliwicach z Piotrem i trójką dzieci: Agatą, Kacprem i Milą. Pisze o tym, co widzi z obu stron szkolnej ławki: jako nauczycielka i jako mama. Ciepło, ale bez lukru.

Więcej o mnie

Więcej z zakładki Szkoła